Aukcje OZE – krok ku zielonej energii czy czarnej … dziurze?

W ramach planowanego systemu aukcyjnego w Polsce, państwo będzie ogłaszać budżet, jakim dysponuje w danym roku na produkcję energii elektrycznej z „zielonych” źródeł. Potencjalni przedsiębiorcy, którzy chcą inwestować w energię odnawialną, będą proponować, za ile daną megawatogodzinę mogą wyprodukować. Kto tańszy, ten wygrywa, ma pozwolenie na budowę projektu, ustaloną cenę, którą zgłosił, i ma pewność, że przez 15 lat otrzyma ustaloną cenę, którą zgłosił w aukcji, i którą wygrał.
W Królestwie Niderlandów system aukcyjny wypadł słabo. Stało się tak przede wszystkim dlatego, że dla przedsiębiorców, którzy aukcję wygrywali, proponując najniższą stawkę, suma summarum inwestycja się nie opłacała. W efekcie inwestycje nie powstawały i nie były realizowane. Wyniki nie zachęcają, gdzie z aukcji w 2011 tylko 8% wygranych biogazowych projektów zostało zakończonych, a prawdziwa katastrofa dotknęła fotowoltaikę, gdzie nawet ponad 98 % projektów nie wystartowało.
W Wielkiej Brytanii system dopiero zaczął funkcjonować. W skrócie, na Wyspach system ma wyglądać w ten sposób, że Londyn będzie przyznawać stałą cenę za produkowaną energię z instalacji OZE, które w aukcji otrzymały licencję na produkcję energii. Londyn chce zastosować w tym wypadku mechanizm kontraktów różnicowych – czyli tzw. system feed-in tariff premium, zgodnie z którym państwo gwarantuje operatorowi elektrowni stałą cenę za sprzedaż prądu, dopłacając mu, gdy jest ona niższa niż cena rynkowa
Z kolei w Berlinie w ramach nowej ustawy EEG (niemiecka ustawa o OZE), pierwsza testowa aukcja dla OZE ma odbyć się w Niemczech w przyszłym roku, i obejmie ona tylko i wyłącznie inwestycje z branży fotowoltaicznej. Berlin zdobędzie dzięki temu doświadczenie niezbędne w celu pełnego wdrożenia systemu aukcyjnego dla wszystkich rodzajów „zielonej” energii.
A w Polsce? W Polsce inwestorzy mają pełen koszyk obaw przed wejściem w życie zaproponowanego przez Ministerstwo Gospodarki w ustawie systemu aukcji. Negatywnie ocenia się stanowisko dotyczące systemu kar pieniężnych w przypadku braku wytworzenia energii w ilości określonej w ofercie aukcji. Takie rozwiązanie według inwestorów nie bierze pod uwagę specyfiki funkcjonowania większości instalacji OZE. W odróżnieniu np. od energetyki wiatrowej, mała elektrownia wodna jest inna i dokładne oszacowanie jej produkcji nie jest możliwe. Pozostaje również słabo wypadająca w oczach wyborców kwestia dofinansowania prosumenta, gdzie poziom 80 % ceny za energię sprzedawaną do sieci od małych indywidualnych instalacji, jak solą w oczy. Problemem jest też to, że inwestor na samym początku (o zgrozo, jeszcze przed przystąpieniem do aukcji) musi ponieść olbrzymie koszty inwestycji, związane na przykład z przygotowaniem projektów i uzyskaniem pozwoleń, by mógł w ogóle wystartować w „przetargu”.
Z drugiej strony jednak warto zauważyć co jest dobrego w nowym systemie wsparcia. Ustawodawca krojąc wydatki budżetu na dotacje zielonej energii chce uzyskać zamierzone cele europejskich regulacji klimatycznych, ale przy okazji też i w miarę sprawiedliwie rozdzielić wsparcie na różne technologie i przy okazji nie zapomnieć o małych producentach. Ponadto, długoterminowe okresy wsparcia obowiązujące przez 15 lat od rozpoczęcia inwestycji, pozwalają na wykalkulowanie opłacalności inwestycji i związane z tym przejście od obowiązujących obecnie niestabilnych cen certyfikatów do gwarantowanej taryfy za odbiór energii elektrycznej.
Przykład Holandii nie zachęca, gdzie aukcje wygrywali desperaci niedoszacowujący własnych kosztów inwestycji. Jednak, trywialnie rzecz biorąc, Polska zawsze uczyła się na własnych błędach. Dobrze by było przynajmniej w tej kwestii nauczyć się na błędach sąsiadów. Tymczasem wracając do rzeczywistości, Szef sejmowej podkomisji ds. projektu ustawy o OZE Andrzej Czerwiński, poinformował, że zwrócił się już do marszałka Sejmu aby przesunąć na koniec listopada termin złożenia sprawozdania nadzwyczajnej komisji ‘energetycznej’ o projekcie ustawy o OZE. Teoretycznie oznacza to, że jeszcze w grudniu projekt ze sprawozdaniem mógłby trafić pod obrady plenarne Sejmu. Teoretycznie – zaznaczam.

Wojciech Kucharski

Prawnik
w Smaga Jaroszyński Spółka Adwokacka S.K.A.

Komentarze ( 0 )

    Napisz komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola oznaczone są *

    ↓